Weronika – Psia Mama

Kocia też, chociaż psy w sercu dziewczynki z Ostrowca Świętokrzyskiego zajmują miejsce szczególne. – Konie także kocha – dorzuca tata Grzegorz, ale dziewczynka ma już sprecyzowane plany na przyszłość. Zostanie weterynarzem, takim od małych zwierząt.

Będzie się nimi opiekować, wyprowadzać z różnych chorób, leczyć ich obolałe ciała i smutne dusze. Szczęściarze ci przyszli pacjenci Weroniki, tak jak Bambi, mały kundelek, którego parę lat temu tata kupił za parę złotych na rynku. 3 miesiące przed śmiercią Werki mamy.
Pani Marlena umarła 22 czerwca 2010 na nowotwór. Początkowo nic nie zapowiadało dramatycznego rozwoju wypadków, a pierwsze bóle interpretowano jako zapalenie woreczka żółciowego. Niestety, dokładna diagnostyka wykazała obecność komórek rakowych, których ekspansywności nie mogło powstrzymać nawet intensywne leczenie, w tym usunięcie nerki. Przez ostatnie pół roku Marlena objęta została opieką ostrowieckiego hospicjum domowego.
O śmierci mamy Weronika dowiedziała się z parodniowym opóźnieniem. Właśnie kończyła zerówkę, w której wrzało od przygotowań, by ten moment zapadł w pamięci dzieci jak najlepiej. Występy, szczęście i duma, trochę łez, ale raczej ze wzruszenia. W takiej sytuacji tata Grzegorz wraz z hospicyjnym psychologiem podjęli decyzję o przesunięciu przekazania Werze trudnej wiadomości. Na pogrzebie mamy, już o nim wiedząc, też nie była. Taka uroczystość nie zawsze jest na barki absolwenta przedszkola...
Po wakacjach, już jako dziecko na wpół osierocone, poszła do szkoły. Pasowanie na ucznia, pierwsze szóstki i piątki, potem kolejne (bo Weronika jest świetną uczennicą), sukcesy na różnych polach, początki zainteresowań i ich kontynuacje – to wszystko ominęło Marlenę. Wzruszenie w oczach mamy, radość i uznanie, może nawet trochę niedowierzanie, że jej córkę tak wszędzie chwalą – to wszystko ominęło Weronikę i trudno mieć nadzieję, że nie zostawiło trwałego śladu. Tata, chociażby najtroskliwszy, ma do odegrania własną rolę i sztuka ta udaje mu się znakomicie. Mamy jednak nie zastąpi.
Szczęśliwie oprócz taty jest jeszcze wspaniała babcia, Pani Jadwiga, która jedynej wnuczce nieobecność mamy też stara się wynagrodzić. – Sama nigdy nie miałam córki, to teraz wnuczce staram się matkować – przyznaje ze śmiechem. Lepienie pierogów, pieczenie ciast (popisowy sernik na zimno!), nauka robienia na drutach, a w planach szycia to tylko niektóre z ich wspólnych zajęć. Poza sporą różnicą lat właściwie wszystko ich łączy. Wystarczy posłuchać, z jaką czułością Pani Jadwiga opowiada o Weronice i jak jest z niej dumna.
Weronika właśnie skończyła wczesnoszkolny etap nauczania, oczywiście z wyróżnieniem. Pora na wakacyjną labę. Po wakacjach wróci do szkoły już jako czwartoklasistka, ale oprócz nowych przedmiotów z pewnością pozostanie wierna swoim dotychczasowym pasjom – nauce angielskiego, grze na gitarze i piłce nożnej. Tak, tak, Weronika piłkę kopie... – Nie mam wprawdzie syna, za to córka naprawdę świetnie gra, i to w ataku – tata jest wyraźnie na bieżąco ze wszystkimi osiągnięciami Weroniki na boisku. – Jej drużyna zajęła II miejsce w rozgrywkach szkolnych drużyn piłki nożnej w Ostrowcu – dorzuca.
No i jeszcze harcerstwo. W trzeciej klasie Weronika złożyła ślubowanie, wstąpiła do drużyny Iskierek i już w te wakacje wyruszy na swój pierwszy obóz.

Potencjał Weroniki tworzą jej wrodzony spokój, inteligencja, opiekuńczość, mnóstwo pomysłów na siebie i świat wokół, wreszcie miłość do wszystkiego co ma cztery łapy i ogon (ze szczególnym przekierowaniem na psy, które "wszystkie są śliczne"). To naprawdę ogromna porcja pozytywnego ładunku na przyszłość. Od dwóch lat dziewczynka znajduje się pod opieką Funduszu Dzieci Osieroconych, z którego otrzymuje tzw. wsparcie edukacyjne, pozwalające m.in. na dodatkową naukę angielskiego. I tak trzymać!