Matylda – Pływaczka

Niedawno  Matylda upiekła muffinki i postanowiła zawieźć je do hospicjum, tego samego, w którym odszedł jej Dziadek, Tadeusz.

Hospicjum Elbląskie im. dr Aleksandry Gabrysiak mieści się po drodze z domu na basen, dokąd na codzienne treningi zawozi Matyldę mama. Wspomnienia, zawsze obecne, podczas jazdy samochodem powracają szczególnie intensywnie.

– Tato zmarł 10 grudnia 2012 r. Miał 88 lat. Trzy i pół roku wcześniej przeszedł udar mózgu, po jakimś czasie okazało się, że cierpi na chorobę nowotworową – opowiada pani Alicja, mama Matyldy.

W Elbląskim Hospicjum spędził sześć ostatnich tygodni swojego życia, otrzymując opiekę najlepszą z możliwych przy jego schorzeniu. Pani Alicja wspomina hospicjum jako miejsce, w którym każde życzenie chorego było natychmiast spełniane, a personel ze wszystkich sił starał się zrekompensować pacjentom rozłąkę z domem, tworząc iście rodzinną atmosferę.

Poczucie bliskich więzi z hospicjum pozostało do dziś, stąd zapewne w Matyldzie potrzeba utrzymania kontaktu, zawiezienia na oddział własnoręcznie upieczonych ciastek w geście pamięci i nieustającej wdzięczności…

Dusia, Dusiunia – tak nazywał Matyldę Dziadek. Była jego ukochaną wnuczką. Mawiał, że przedłużyła mu życie, bo pojawiła się w rodzinie dość późno, wnosząc w życie starszego pana nową dawkę energii i radości.

Przez pierwszych sześć lat swojego życia Matylda uczęszczała do szkoły położonej w tej samej dzielnicy co mieszkanie dziadków. Widywali się codziennie, spędzając ze sobą mnóstwo czasu. To Dziadek przepytywał wnuczkę z tabliczki mnożenia, pokazał, jak pisać zgodnie z zasadami kaligrafii, uczył piosenek ze swojej młodości.

Wśród trójki wnuków Matylda była jedyną dziewczynką, do tego najmłodszą. Stała się oczkiem w głowie swojego Dziadka, a w czasie choroby bardzo dosłownie – jego oczami i uszami. Dzięki wnuczce miał kontakt z otaczającym go światem.

– Ojciec niedowidział z powodu jaskry, miał również poważne problemy ze słuchem. Ale z Matyldą porozumiewali się na swoich własnych częstotliwościach, jej głos słyszał wyraźnie. Mawiał: „Dusieńko, tylko ty mi powiesz prawdę, co się w domu dzieje” i nazywał wnuczkę swoim informatorem – opowiada pani Alicja.

Był niezwykle dumny z każdego sukcesu Matyldy, która ma na swoim koncie kilkukrotny tytuł mistrzyni województwa warmińsko-mazurskiego w pływaniu. Posiada także uprawnienia ratownika wodnego i może sędziować podczas zawodów pływackich. Ulubiona pamiątka? Koszulka i dyplom podpisane przez Otylię Jędrzejczak. Ale najważniejszym trofeum była zawsze radość w oczach Dziadka.

Poza pływaniem jest jeszcze druga pasja – rysowanie. Matylda, jako podopieczna Funduszu Dzieci Osieroconych, dostała przepiękny prezent z okazji tegorocznego Dnia Dziecka. W ramach podziękowania, dla ofiarodawczyni upominku wykonała linoryt przedstawiający rajskie ptaki na tle zachodzącego słońca. Pracownikom hospicjum tak bardzo spodobała się praca, że poprosili o podobną, chcąc ozdobić nią ścianę hospicyjnego hallu. Matylda oczywiście przyjęła to miłe zamówienie, będące jednocześnie formą uznania dla jej talentu plastycznego.

Na wykonanie pięknego linorytu jest dużo czasu, bowiem trwają wakacje, w tym roku szczególne, kończące pewien etap w życiu nastolatki. Matylda we wrześniu zostanie licealistką. Wybrała klasę o profilu matematyczno-informatycznym. Co dalej? – Rodzice próbują mi trochę podpowiadać, co mogłabym robić w przyszłości, ale ja jeszcze o tym nie myślę. Ważny jest dzień dzisiejszy i to, żeby go przeżyć jak najlepiej – mówi Matylda. W jej głosie pobrzmiewa optymizm i pogoda ducha. To pewne, że miłość, którą Matylda dostała od swojego Dziadka, pomaga dziewczynie w radzeniu sobie ze smutkiem i poczuciem ogromnej straty, ale przede wszystkim daje nieustannie siłę, by żyć pełnią życia.