Mateusz – Sportowiec

Na co dzień w mieszkaniu  Mateusza jest dosyć gwarno: młodsza siostra Kinga, starsi, już dorośli bracia – Marcin i Piotr, często wpada też narzeczona Piotra, Dorota. Razem piątka, nie u każdego jest tylu domowników. A już u całkiem niewielu brakuje i mamy, i taty.

Mama, pani Krystyna, odeszła niecałe dwa lata temu w październiku, na oddziale hospicjum stacjonarnego w Augustowie. Spędziła tam ostatnie 4 miesiące życia i jak wiele jego podopiecznych nie dopuszczała do siebie myśli o śmierci. Trudno taką ewentualność brać pod uwagę, mając 52 lata i czworo dzieci, w tym wówczas jeszcze trójkę niepełnoletnich. Ojciec dwóch najstarszych synów już nie żył, ojca pozostałych dwojga właściwie też jakby nie było. Wobec Kingi prawa rodzicielskie odebrane mu zostały już wcześniej i przeniesione na najstarszego z czwórki rodzeństwa, Piotra, który przybranym tatą Mateusza został dopiero po śmierci ich mamy. – Nie, nie dostałem od Niej żadnych wskazówek. Ona naprawdę nie wierzyła, że nas zostawi – rozmawiamy przez telefon, ale wydaje mi się, że widzę, jak 26-letni dziś Piotr kręci głową. – Jak to jest, kiedy nagle spada podwójne ojcostwo, i to podrośniętych dzieciaków? No, jest niełatwo. Mateusz nie ma więc mamy, a rolę taty pełni starszy o 14 lat brat.

Powiedzmy sobie to wprost, obecnie Mateusz znajduje się na etapie, w którym najważniejszy jest sport. Zupełnie poważnie wiąże z nim swoje nadzieje na zawodową przyszłość, a autorytety wybiera sobie wśród najlepszych. – Messi zwyczajnie nie ma sobie równych – stwierdza bez wahania, sympatie wyraźnie lokując na południu Europy. Bo klub-marzenie to Barca Barcelona, chociaż Mateusz docenia też styl rodaka Lewandowskiego. A jeśli z piłką się nie powiedzie, jest jeszcze plan B, czyli siatkówka...
Zanim jednak boiska świata o Mateuszu usłyszą, przed nim ładnych parę lat nauki. Mimo że jest zdolny, lekcje nie należą do jego ulubionych zajęć. Ponoć głowę ma częściej w chmurach, co chyba faktycznie nie sprzyja rewelacyjnym wynikom. A może to tylko kwestia motywacji? Brat obiecał, że w nagrodę za dobre oceny zapisze Mateusza do klubu piłkarskiego w niedalekiej Dąbrowie. Pasja zyskałaby profesjonalną opiekę, dąbrowski klub świetnego zawodnika w ataku, a opiekunowie chłopca argumenty, by przykładał się do zajęć szkolnych.
Szczęśliwie trwają wakacje i na jakiś czas od szkoły można odetchnąć. Pewnie jak co roku wyjadą do babci, od której nad jezioro parę kroków, i znowu długie godziny spędzą nad wodą z wędką, niewiele mówiąc, ale w głębokim porozumieniu. Łowienie ryb od dawna jest jednym z ulubionych zajęć Pana Piotra, do którego udało mu najmłodszego brata się skutecznie przekonać. "U babci nad jeziorem biorą głównie leszcze i płotki" – informują mnie zgodnie i ze znawstwem.
Znajdzie się też czas na zgłębianie kolejnej pasji, czyli motoryzacji. Jak na prawdziwego fana czterech kółek przystało, Mateusz z zapałem śledzi wszelkie nowinki i jest wśród nich bardziej bieżąco niż niejeden właściciel samochodu.
Futbol, siatkówka, auta to oczywiście kwestie istotne, bez których życie traci blask. Cóż jednak po blasku, kiedy śmierć mamy odebrała mu już kolor. – Mateusz wiecznie by się przytulał. Ma nieustanną potrzebę bliskości, głaskania, dobrych słów – przyznaje brat Piotr. – Nasza mama była osobą towarzyską, opiekuńczą, choć jednocześnie stanowczą. Mateuszowi wyraźnie jest jej brak i wyraźnie nie potrafię jej zastąpić.
Mateusz i Kinga objęci zostali pomocą Funduszu Dzieci Osieroconych, dzięki któremu na początku roku szkolnego otrzymują szkolne wyprawki, a wśród domowych sprzętów przybył laptop i drukarka.