Wiktor – Pieszczoch

To historia o miłości siostrzanej, która przerodziła się w miłość matczyną. Główny bohater, Wiktor, jest mądrym nad wiek chłopcem, mającym na wszystkie życiowe sprawy wypróbowany sposób: jak najwięcej przytulać się do mamy.

Jaki jest Wiktor? Lubi dużo mówić, wszędzie go pełno. Uwielbia grać na playstation. – Co jeszcze lubisz, Misiu? Może porozmawiasz z panią… – zachęca chłopca pani Angelika. Ale Wiktor udziela mi odpowiedzi tylko za pośrednictwem mamy: „Powiedz, że jeszcze lubię spać!”.

Od pani Angeliki dowiaduję się, że chłopczyk potrafi już liczyć do stu i uczy się z zapałem alfabetu. W przedszkolu jest najlepszy. – Talent do matematyki ma chyba po mnie. Oboje z mężem staramy się go jak najwięcej uczyć w domu, ostatnio dodawania i odejmowania na liczydle. Bardzo dobrze to Wiktorkowi idzie – opowiada pani Angela.

Sześciolatek nie ma najmniejszych problemów z obsługą komputera. – Ostatnio sformatował mi twardy dysk. Usunął wszystko i wgrał na nowo. Kiedy wróciłam z pracy, już było gotowe. Jest taki zdolny – z czułością mówi pani Angelika, która najwyraźniej wcale nie gniewa się na Wiktora za te samowolne wyczyny z dziedziny informatyki. Jest z niego bardzo dumna.

Rodzona mama Wiktorka i pani Angeliki, Krystyna, odeszła pod opieką Hospicjum Elbląskiego im. dr Aleksandry Gabrysiak w grudniu 2010 roku. Pani Angelika została opiekunem prawnym braciszka i wraz z mężem ustanowili dla niego rodzinę zastępczą. Taką, w której miłość nie jest zastępcza, tylko najprawdziwsza i na całe życie.

– Kiedy nasza mama umarła, od razu wytłumaczyłam Wiktorowi, że poszła do aniołków. I on to wytłumaczenie przyjął. Ostatnio przy obiedzie powiedział mi: „Kiedy mama żyła, ty byłaś moją siostrą. Ale jak mama poszła do aniołków, to teraz ty jesteś moją mamą”. Nie wiedziałam, czy mam jeść, płakać, czy go przytulić. Takie słowa wypowiedziało sześcioletnie dziecko. Nie jestem pewna, czy sama umiałabym to tak ująć – opowiada ze wzruszeniem pani Angelika.

Trudne przeżycia dają o sobie niekiedy znać pod postacią lęków nocnych. Wiktorek nie tylko lubi spać, ale wręcz bardzo potrzebuje regularnych drzemek w ciągu dnia, bo tylko one zapewniają mu spokojny sen w nocy. Kiedy chłopczyk jest wypoczęty, humor mu dopisuje i bawi się ukochanymi autkami. Co jeszcze lubi? Przytulać się do mamy, jak najwięcej, w każdej sytuacji. – Kochane dziecko – mówi o synku pani Angelika. Nie czuje się siostrą, tylko właśnie matką. Opiekowała się Wiktorkiem praktycznie od jego urodzenia, bo mama pracowała na nocną zmianę, w dzień odsypiała. Ktoś musiał zająć się dzieckiem. Starsza siostra podjęła decyzję już dawno, dla Wiktora poświeciła naukę w szkole. Liczyło się dla niej jego dobro, o sobie nie myślała. Teraz wraz z mężem i Wiktorkiem kochają się i wspierają. I to jest najważniejsze. O Wiktorze nie zapomina też hospicjum. Chłopczyk został podopiecznym Funduszu Dzieci Osieroconych.

O czym marzy pani Angelika? Żeby Wiktor się uczył jak najdłużej, żeby miał dobrą pracę. Taką w biurze. – Najlepiej, żeby był prezesem – żartuje moja rozmówczyni. Ale bardzo poważnie wierzy w dobrą przyszłość chłopca. A kim on sam chciałby zostać, kiedy dorośnie? Szefem wszystkich żołnierzy, czyli dowódcą. – Ale jakim żołnierzem chcesz być, Misiu? Takim, który pływa na okrętach, czy takim, który jeździ czołgiem? – dopytuje synka pani Angelika. – Chcę jeździć czołgiem – decyduje Wiktor. – Tak myślałam – mówi mama. W końcu nikt inny nie zna Wiktorka tak dobrze, jak ona.