Antonina – Odpowiedzialna

Antosia marzy o tym, żeby w przyszłości pisać scenariusze filmowe. Robi zdjęcia i kręci filmy, na których uwiecznia swoich najbliższych. Od śmierci Taty fotografie stały się dla niej czymś więcej niż tylko zapisem obrazu, pamiątką danej sytuacji.

„To, co dziś mamy, jutro możemy stracić” – mówi z powagą dorosłego człowieka. I zamyka ulotne chwile, cenne jak najdroższy skarb, w kolejnym zdjęciu. W każdym z nich zapisany zostaje zupełnie niedziecinny szacunek do tego, czym obdarowuje nas życie.

Mama trójki rodzeństwa: Antosi, Bernarda i Dionizego działa społecznie, angażuje się w różne akcje. Przez osiem lat pełniła funkcję sołtysa, założyła w sumie trzy stowarzyszenia, obecnie prezesuje dwóm. Najpierw rozmawiamy więc o działaniu. O intensywnym byciu w „tu i teraz”. Chociaż nie nazwałyśmy tego, czuję że rozmawiamy o realizowaniu hospicyjnej idei życia ponad wszystko. Życia w miłości niezniszczalnej, która buduje i stanowi źródło siły nawet wtedy, kiedy zabraknie ukochanego człowieka.

– Wczoraj mieliśmy grę wiejską – opowiada. – Chodziło w niej o poznanie historii naszej miejscowości i dokonań sołectwa, które jest laureatem wielu nagród marszałka województwa mazowieckiego. Dla uczestników przygotowaliśmy sześć przystanków, na których były różne zadania do wykonania, od wyścigów w workach po udzielenie pierwszej pomocy rannemu lotnikowi, na pamiątkę śmierci spadochroniarza z Luftwaffe podczas II wojny światowej.

Po chwili dodaje: – To daje możliwość ucieczki przed depresją. W innym wypadku można by przespać cały dzień.

Tata trójki dzieci, Mariusz, odszedł w 2011 roku pod opieką Hospicjum Domowego w Błoniu. Małżeństwo trwało osiemnaście lat. Prawie, bo do osiemnastej rocznicy ślubu zabrakło dwóch tygodni.

– Byliśmy rodziną bardzo wierzącą. Jestem z wykształcenia teologiem, mąż był wiele lat ministrantem. Relacja z Bogiem była dla nas znacząca, i to także wpływało na relację między nami. Mąż chorował trzy lata i dwa miesiące. Długo się nie poddawał. Nadzieja, że jest jeszcze tyle czasu, dawała mu siłę i pozwalała na to, by choroba nie wygrała.

Dzieci wiedziały, że sytuacja jest trudna, ale nie od początku. Ten pierwszy, książkowy etap szoku i niedowierzania Rodzice przechodzili sami. W trakcie choroby i jeszcze pół roku po odejściu Mariusza, rodzina korzystała z pomocy hospicyjnego psychologa. Proces godzenia się z tym, co się stało, trwa do tej pory.

Tęsknota za Tatą prowadzi każde z dzieci indywidualną drogą. Antosia poczuła się nagle bardzo dorosła i odpowiedzialna, również za mamę. Zajęła drugie miejsce w hierarchii rodzinnej. Chce wspierać, podejmować decyzje. Dba o porządek w domu, organizuje czas wolny. Chciałaby, żeby Tata był zadowolony. Nie pełni już roli beztroskiego dziecka. Trzynastoletni Bernard zachowuje się dorośle i introwertycznie, nie potrafi mówić o poniesionej stracie. To „klon” swojego ojca. I chyba dlatego bardzo często słyszy od różnych osób: „To teraz będziesz zastępował Tatę”. Otoczenie oczekuje, że właśnie on będzie mężczyzną w rodzinie. Trudno mu sobie z tym dać radę. – Ma 1,75 wzrostu, ale to jeszcze dziecko – mówi mama. Najmłodszy, jedenastoletni Dionizy cierpi w sposób bardziej dziecięcy. Lgnie do wszystkich, nadrabia potrzebą bliskości, często całuje mamę, tuli się w szkole do siostry. Bernard nigdy nie siada na kolanach, Dionizy nie przegapi żadnej okazji. Każdy radzi sobie ze stratą tak jak umie.

Antosia we wrześniu rozpocznie naukę w pierwszej klasie liceum. Interesuje się historią, sztuką, dziennikarstwem, działalnością społeczną. Czuje się humanistką. Lubi czytać książki, oglądać filmy. Studia? Myśli o prawie albo o szkole filmowej. Chciałaby pisać scenariusze. Stawia pierwsze, bardzo udane kroki, jako dziennikarka. Jest redaktorem działu „Społeczeństwo” na portalu „Media i Młodzież”. Ostatnio napisała piękny i ciekawy artykuł (czytałam!), zatytułowany: „Przemyślenia po Dniu Dziecka, czyli młody Polak w swoim kraju”. Tekst napisany profesjonalnie, zdradza nie tylko talent, ale też dojrzałość i wielką wrażliwość społeczną autorki… Antosia spontanicznie działa jako wolontariuszka, ostatnio w maju przy warsztatach dla posłów Sejmu Dzieci i Młodzieży i podczas Nocy Muzeów 2013 w Muzeum Dulag 121 w Pruszkowie.

Antosia, podobnie jak jej mama, angażuje się w życie, nie pozwala, aby smutek oddzielił ją od codzienności, której każda chwila jest tyleż cena, co ulotna.

– Od śmierci Taty jest inaczej. Zmienił się świat wokół mnie, ja sama mniej. Nie zamknęłam się w sobie ani nie stałam się jakaś zupełnie odizolowana od świata. Teraz bardziej zwracam uwagę na pewne rzeczy. Wiem, co jest najistotniejsze. Jak będę miała swoją rodzinę, to najważniejsza będzie ta rodzina. Zdałam sobie sprawę z tego, że w każdej chwili może odejść ktoś bliski, że każda rozmowa może być moją ostatnią rozmową z tą osobą. Chociaż to jest straszne, robiąc komuś zdjęcie, zawsze myślę o tym, że może to być ostatnia fotografia. Czas jest nieubłagany… Myślę, że potrafię się cieszyć z życia. Mam taką filozofię, że cieszę się z tego, co mam, bo wiem, że mogę mieć znacznie mniej. Dziś mogę się nazwać osobą szczęśliwą, ale jutro może być dużo gorzej. Straciłam tak wiele, ale mam nieporównywalnie więcej niż inni.

Pytam o najcenniejsze zdjęcie – wspomnienie, przechowywane w albumie pamięci. Antosia po dłuższej chwili milczenia opowiada: – W dniu kiedy Tata umarł, nie mógł już mówić. Rano podeszłam do Niego i pocałował mnie. Miałam ranę na czole. Dotknął tej rany, jak gdyby błogosławił mnie. To jest moje najcenniejsze wspomnienie.
– Dziś jest Dzień Ojca. Co chciałabyś powiedzieć swojemu Tacie?
– To, że Go bardzo kocham.

Grażyna, mama Antosi, Bernarda, Dionizego: – Zawsze powtarzam moim uczniom, że miłość nie jest uczuciem, ale relacją, która objawia się uczuciami. Kiedy życie kwitnie, miłość objawia się radością. Ale kiedy przychodzi ciężka choroba, a potem śmierć, miłość przynosi smutek, trwogę, rozpacz, depresję. Miłość wyraża się wówczas poprzez te stany i uczucia, i trzeba mieć tego świadomość. Te uczucia pozwalają nam przetrwać.

Bo miłość trwa.