Kinga – Kowbojka

Kinga, Kinia, od sześciu lat podopieczna Funduszu Dzieci Osieroconych – najpierw jako siostra przewlekle chorej Wiktorii (zm. w marcu 2009 r.), potem jako dziecko przez swoją siostrę osierocone.

Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC oraz budynek sąsiadującej z nim Fundacji Hospicyjnej to dla Niej miejsce, gdzie od dawna spotyka Ją zarówno wiele miłych niespodzianek, jak i przewidywalnych, acz równie sympatycznych wydarzeń. Obdarowywana przy różnych okazjach, ze szczególną radością wspomina fakt otrzymania nowego tornistra. W dodatku różowego! Absolutna fanka zajęć prowadzonych przez wolontariuszki z fundacyjnej świetlicy socjoterapeutycznej. Za zgodą rodziców użyczyła swojego wizerunku kampanii społecznej Fundacji Hospicyjnej „Podaruj Dzieciom Uśmiech” 2013.

Kinga* to tak oficjalnie, a jak do Ciebie mówią w domu?

Kinia.

Super! Kiniu, opowiedz mi coś o sobie.

?

Może Ci trochę pomogę, ile masz lat?

Sześć.

Słyszałam, że niedługo będziesz miała urodziny?

Tak.

W czerwcu kończysz siedem... Ale masz rację, jeszcze nie warto się do tego przyznawać. Co lubisz robić najbardziej na świecie?

Jeździć na koniach!

Łał! Na koniach! Masz jakiegoś ukochanego?

Mam mojego jednego ukochanego. Ma czarną grzywę i ogon, i dalej jest cały brązowy. I ma kopyta czarne.

I na imię ma...

Teron.

Teron jest kucykiem?

Nie, jest duży! Jeżdżę na dużym koniu, stępem (...ale kłusem też – prostuje mama Magda).

Ze zwierząt najważniejsze są konie?

Tylko konie. I psy. Mamy dwa. Duży labrador ma na imię Sisi, a drugi jest chłopakiem i nazywa się Kami. Wzięłam go, bo się szwendał po ulicy i ktoś mógł go przejechać.

Dwa psy, no to jesteś farciara! Do szczęścia brakuje Ci tylko konia.

Też będę miała, tata mi kupi na urodziny! Zresztą nie będzie mi musiał od razu kupować, bo jak się przeprowadzimy, to za płotem będę miała mnóstwo koni.

Zamieszkacie w sąsiedztwie stadniny?

Tak, i będę miała tam tyle koni!

No dobrze, ale zanim się tam przeniesiecie i będziesz całymi dniami jeździć konno, to co teraz jeszcze lubisz robić?

Tańczyć. Mam w przedszkolu zajęcia.

A co to jest za taniec?

Wesoły.

Kiniu, spotykamy się dziś w hospicyjnym ogrodzie. Z czym kojarzy Ci się słowo „hospicjum”?

Z Fundacją.

Jak to z Fundacją? Przychodzisz tu na bale karnawałowe, Dni Dziecka, tak?

Tak. I do świetlicy na zajęcia.

Opowiesz mi coś o nich?

Z innymi dziećmi robię różne fajne rzeczy, które potem są wystawiane.

Mama: Kinga nie może się doczekać tych spotkań. Wciąż się mnie pyta, czy dziś jest czwartek, bo one są w czwartki. Powstała propozycja, by tego lata zorganizować tygodniowe półkolonie dla dzieci. Kiedy Kinia się o nich dowiedziała, uklękła na krześle i z błaganiem tylko szeptała: „Mogę? Mogę?”.

Kiniu, Twoja starsza siostra Wiktoria 4 lata temu umarła pod opieką hospicjum domowego. Czy jeszcze Ją pamiętasz?

Tak. Nawet mi się czasami śnią sny o mojej siostrze.

Przypominasz sobie jakiś?

Tak. Ja z moją siostrą Wiktorią i z moją mamą, i z moim tatą poszliśmy na konie i razem sobie jeździliśmy. Byłoby fajnie, gdyby naprawdę Wiktoria żyła.

Mama: Kini Wiktoria śni się prawie codziennie. Na początku ciężko było mi w to uwierzyć, ale przez pierwsze dwa lata po śmierci Wiki Kinia używała formy „włącz nam bajkę” itp. Dopiero potem powiedziała nam o snach i swojej tęsknocie za siostrą. Jej miłość do koni też ma swój początek w hipoterapii Wiktorii.

Twoi rodzice zgodzili się, byś została modelką i pozowała do zdjęć, które Fundacja Hospicyjna wykorzysta do pewnej akcji. Jak wspominasz swoją sesję?

Potem byłam zmęczona, ale bardzo mi się podobało.

Masz jakieś swoje największe marzenie?

Chciałabym zostać kowbojką.

Bardzo Ci tego życzę.

Zamiast komentarza

– Zaraz po śmierci Wiktorii spadła na nas wielka straszna cisza, nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić – mówi mama Magda. – I wtedy otrzymaliśmy z Fundacji Hospicyjnej wielką pomoc – pojawiło się pierwsze zaproszenie dla Kingi, do domu przyszedł psycholog. Zrozumieliśmy, że nie zostawiono nas samych. Przecież choroba córki przez długi czas wypełniała nam życie, Kinga też się pytała o lekarzy, pielęgniarki. A tu się okazało, że ten kontakt będzie trwał. To czasami było bardzo bolesne, ale za to zapewniało ciągłość A Kinga, dzięki temu, stała się dużo wrażliwszym dzieckiem.