Patryk – Pędziwiatr

W lutym 2009 roku, na oddziale stacjonarnym Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku, umarł Leszek Labuda, osierocając dziesięcioro dzieci. Najstarsze miało wówczas 26 lat, a najmłodsze – pięć.

Śmierć ojca w poważny sposób nadwątliła rodzinny budżet i do skromnego domu w Wiślince pod Gdańskiem zawitała bieda. Kiedy rodzinie odłączono prąd, wdowa zdecydowała się poprosić o pomoc Hospicjum, w którym niedawno jeszcze umierał mąż. Pamiętała, że otacza ono opieką nie tylko swoich pacjentów, ale także ich rodziny, również w okresie żałoby. Dzięki Fundacji Hospicyjnej udało się zainteresować tematem media i w lokalnej prasie ukazały sie artykuły relacjonujące trudne położenie rodziny, połączone z apelem o pomoc. Pomoc rzeczywiście nadeszła – dzięki zebranym środkom (powyżej 20 tys.) udało się spłacić długi i na przełomie 2010/2011 przeprowadzić generalny remont mieszkania, m.in.: wymienić grzejniki, wstawić nowy węzeł cieplny i wewnętrzne drzwi.

Patryk jest najmłodszym z rodzeństwa, prawdziwym beniaminkiem – to oczko w głowie całej rodziny. Struś pędziwiatr, gaduła, przy tym łasuch nad łasuchy, słowem uroczy łobuziak, którego wszędzie zawsze jest pełno. Dzisiaj ma już 9 lat i chodzi do trzeciej klasy szkoły podstawowej. Tatę pamięta bardzo dobrze, ale jak to u dziecka, na wspomnienia coraz grubszą warstwą nakłada się teraźniejszość.

Patryk od kilku lat jest podopiecznym działającego przy Fundacji Hospicyjnej Funduszu Dzieci Osieroconych. Zarówno on, jak i jego uczące się jeszcze, niepełnoletnie rodzeństwo, każdego roku dostają szkolne wyprawki, czyli środki na zakup podręczników oraz komplety potrzebnych przyborów. Poza tym Patryk jest zagorzałym fanem Fundacyjnych obozów – uczestniczył już w konnym, surwiwalowym, a ostatniego lata pojechał do Kątów Rybackich na detektywistyczny. – Jestem raczej niewysoki i często biorą mnie za kompletnego dzieciaka – żali się, chociaż w oczach igrają mu chochliki. – Ale ja i tak wepchnę się wszędzie, nawet na zawody przeznaczone dla naprawdę starszych ode mnie. To prawda, podczas meczu w kręgielni gdyńskiego klubu U7, stoczonym między czterema drużynami, w których skład wchodzili zawodnicy Asseco Procom oraz najmłodsi podopieczni Fundacji, był chyba najmniejszy i... najaktywniejszy. Koniecznie musiał rzucać dużą kulą. Może z tej konieczności musiał też zjeść cały worek słodyczy "od Mikołaja", zanim jeszcze wrócił do domu...

Patryk, tak jak jego bracia i siostry, dostaje od Fundacji prezenty na Gwiazdkę i z okazji Dnia Dziecka. Potrafi się z nich cieszyć jak nikt. Uwielbia też brać udział w zajęciach organizowanych w Fundacyjnej świetlicy socjoterapeutycznej "Przystań". Jednak dojazd z Wiślinki dla zapracowanej mamy nie zawsze jest oczywisty i wtedy chłopiec przeżywa prawdziwy dramat.

Labudowie otrzymuje również wsparcie w postaci ubrań i butów oraz paczek żywnościowych. Patryk i wszyscy jego najbliżsi należą do hospicyjnej rodziny, o którą trzeba dbać i zabezpieczać nie okazjonalnie, ale na co dzień.

Patryk pojawia się w ostatnich sekwencjach reklamowego spotu Fundacji. Wydaje się, że Dorocie Kolak towarzyszy spokojne, wyciszone dziecko. Do dzisiaj osoby znające Patryka zachodzą w głowę, jak on – żywe srebro i szaławiła – to wytrzymał. Może pod bokiem rośnie nam aktor?