Gdańskie Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC otacza opieką 32 osoby na oddziale stacjonarnym, około 100 pacjentów pod stałą opieką w hospicjum domowym dla dorosłych, prawie 40 dzieci w hospicjum dziecięcym, miesięcznie udziela około 100 porad w Poradni Paliatywnej. Jako pierwsze ze zgłaszającymi się po pomoc rozmawiają hospicyjne koordynatorki medyczne i coraz częściej muszą jej odmawiać. Taki zawód? Raczej taki system.

Kolejka do objęcia opieką przez hospicyjny zespół wciąż utrzymuje się w stałym, katastrofalnym przedziale od 80 do 100 osób. – To jest największy dramat ludzi hospicjum, kiedy muszą powiedzieć, że nie mogą natychmiast pomóc, tu i teraz, tylko skierować do kolejki – przyznaje ks. Jędrzej Orłowski SAC, hospicyjny kapelan. – Od tego jesteśmy, by tej pomocy udzielać od razu.

Statystyki biją na alarm – liczba zachorowań na raka stale rośnie, a najnowsze badania udowadniają, że w ciągu 10 lat co czwarty Polak zapadnie na chorobę onkologiczną. Wyobraźmy sobie, że dotyka ona właśnie nas lub kogoś z rodziny, dzwonimy do hospicjum i odbiera...

Krystyna

Krysia Berendt. Na stanowisku koordynatorki medycznej pracuje już 13. rok. Z wykształcenia i z powołania jest pielęgniarką, a do 2013 roku pracę za biurkiem godziła z opieką nad pacjentami w domowym hospicjum. Doświadczenie choroby onkologicznej przewróciło Jej życie do góry nogami. Na razie wróciła tylko do pracy w koordynacji.

Ustalmy fakty..Ponad dekada pracy w koordynacji medycznej oznacza, że pracuje praktycznie od początku działalności oddziału stacjonarnego. Trafiła tu przypadkowo, z ogłoszenia w „Anonsach”, ale ponoć człowiek tylko strzela, a Pan Bóg kule nosi, i to był strzał w dziesiątkę.– Wiem, że robię rzeczy autentyczne i bardzo potrzebne. Nie przekładam papierków, tylko rzeczywiście staram się pomóc.

Rozmawiamy o tej pomocy. Podkreśla, że wszystkie starają się, by nikt, kto do nich dzwoni lub przychodzi, nie odszedł z niczym. Dlatego w koordynacji czas biegnie trochę inaczej. Wszędzie trzeba szybko, coraz prędzej, a tu rytm dostosowany jest do zgłaszających się osób i ich problemów. Na pytanie o istotę Jej pracy odpowiada bez wahania, że jest nią możliwość udzielenia prawdziwej pomocy ciężko chorym. – Mamy naprawdę dobrych specjalistów, świetny sprzęt i ogromne doświadczenie. Nasze wsparcie jest całościowe. Przy pytaniu o to, co jest dla niej najtrudniejsze, też nie ma wątpliwości: – Kiedy tej pomocy udzielić nie możemy, bo zamknięta jest lista przyjęć. Dzwonią do nas różni ludzie, jedni płaczą, inni krzyczą, jeszcze inni są zrezygnowani, ale wszyscy mają nadzieję. A ja im muszę powiedzieć, że owszem, zapisałam do kolejki, ale przewidywany czas oczekiwania wynosi 2-3 miesiące.

Ewa

Absolwentka pedagogiki ze specjalnością resocjalizacja oraz szkoły dla pracowników socjalnych. Ewa Starkel do hospicjum przyszła na etat pracownika socjalnego, ale od 2008 roku jest już koordynatorką medyczną. Kilkakrotnie podkreśla wzajemne koincydencje tych dwóch stanowisk. To od Niej słyszę, że mimo długiego stażu czasami psychicznie wciąż nie potrafi poradzić sobie z odmową udzielenia pomocy przez hospicjum.

Zaczynamy od ustalenia portretu psychologicznego hospicyjnego koordynatora medycznego: empatyczny, raczej słucha, niż gada, no i urodzony organizator. To, że organizuje pomoc dla innych – bezradnych w swoim cierpieniu, Ewa uważa za najpiękniejszy aspekt swojej pracy. Ale nie ukrywa, że czasami jej charakter przytłacza, zwłaszcza kiedy musi odmówić przyjęcia do hospicjum z braku miejsc. Co to za argument?! Zwłaszcza że kiedy ono już się znajduje, jest za późno. Bez względu na to co słyszy przez słuchawkę, rozmowy nie może przerwać. Ma do czynienia z ludźmi w rozpaczy. Pamięta przypadek pewnej kobiety, przeżywającej stratę męża – pacjenta hospicjum domowego, która zażyła jego leki i gdyby nie natychmiastowa interwencja pracowniczki koordynacji, akurat dzwoniącej i zdziwionej jej bełkotliwym głosem, pewno by nie żyła. Tak, tego też muszą się bać.

Kiedy mówię nowym znajomym, gdzie pracuję, zaraz się nade mną użalają – uśmiecha się trochę zakłopotana. A nie ma powodu. To wspaniała praca, często czuję jej głęboki sens. Jednak przyznaje, że do końca nie radzi sobie z rozdzieleniem hospicyjnych problemów z osobistymi. Nie potrafi zapomnieć 18-letniej Magdy, która z zaawansowanym rakiem żołądka trafiła na oddział stacjonarny. Swoich ważnych urodzin dożyła chyba siłą woli. Ojciec siedział w zakładzie karnym, mama (też chora na nowotwór, a dodatkowo na SM) i siostra mieszkały na wsi. Udało się ich wszystkich zgromadzić przy jej łóżku. Dzisiaj na oddział przyjęła  kobietę rocznik 87...

Mimo pracy tutaj nie oswoiła się z myślą o śmierci. – Boję się jej, staram się regularnie badać. Nasi pacjenci najczęściej nie mają już drogi odwrotu. A my nie mamy prawa, by im nie pomóc. Ostatni raz.

Olga

Olga Brzoznowska w koordynacji medycznej hospicjum pracuje od lipca 2014 roku. Absolwentka elektroradiologii, kierunku zdrowie publiczne GUMED-u, oraz kursu wolontariuszy medycznych. Żywiołowa, wyraźnie spełniająca się w pracy. Od kiedy pamięta, zawsze chciała pracować w hospicjum.

Przyjmuje zgłoszenia do hospicjum, przepytując płaczących, smutnych, zrezygnowanych, by odnotować statystyczne i medyczne dane, i wie, że w którymś momencie będzie musiała powiedzieć: „Nie ma miejsc”. Oczywiście nigdy nie zostawia dzwoniących lub odwiedzających Ją osób z niczym. Może przecież umówić do Poradni Paliatywnej, dać numer do innego hospicjum lub zakładu opiekuńczo-leczniczego, wspólnie poszukać innych rozwiązań. – Traktuję wszystkich tak, jak sama chciałabym być potraktowana – podsumowuje.

Lekko nie jest. Rozmowy z bliskimi chorych, którym musi odmówić objęcia opieką przez hospicjum, prawie zawsze są trudne. I tak dzwonią: dobrzy znajomi dr. X lub Y, dawni wolontariusze, odpisujący podatek na hospicjum, nawet kombatanci... Próbują załatwić to jakoś prywatnie, ale przecież nie dostawi na oddziale łóżka, nie rozdmucha doby zatrudnionych lekarzy czy pielęgniarek.

S.O.S.

– Ci ludzie potrzebują pomocy natychmiast, a nie za miesiąc – stwierdza ks. Orłowski i dorzuca: – Musimy zrobić wszystko, by zebrać brakujące środki, a to można m.in. uwrażliwiając społeczeństwo i prosząc o wsparcie, również przy corocznych rozliczeniach podatkowych. Na naszych oczach umiera hospicyjny dogmat o udzielaniu pomocy wszystkim jej potrzebującym. Zapisanie „w kolejkę” nie rozwiązuje problemu, raczej paradoksalnie jeszcze go uwypukla. Na ratunek nie jest za późno, tylko pamiętajmy, że nadzieja umiera na końcu. Wcześniej umrą Ci, którym hospicjum nie zdąży przyjść z pomocą, by mogli odejść bez cierpienia.

Magda Małkowska (kwartalnik Hospicjum to też Życie, 2015 (47) 1)

 

 

Fundacja Hospicyjna

Konto
72 1540 1098 2001 5562 4727 0001
KRS 0000 201 002

Zamów kartkę!

Konkurs

Przekaż darowiznę online

kwota:

Rocznik

Księgarnia